Farsa w Końskich. Czy debaty zmienią dynamikę kampanii wyborczej? [felieton]

Połowa kwietnia, a w piątkowy wieczór pogoda jak w lutym. Cóż lepszego mogą robić fani polityki niż obejrzeć nie jedną, ale aż dwie debaty prezydenckie, prawda? Ja też tak myślałem. Zazdroszczę wszystkim z Państwa, którzy mieli więcej rozumu w głowie lub ciekawsze plany na ten wieczór. Tym, którzy nie oglądali debat, mogę powiedzieć jedno – naprawdę nie ma czego żałować.

Zaczynaliśmy z wysokiego C, bo od debaty w Telewizji Republika współprowadzonej przez wPolsce24 oraz Telewizję Trwam Ojca Rydzyka. Udział w debacie potwierdzili Karol Nawrocki, Szymon Hołownia, Krzysztof Stanowski oraz Marek Jakubiak. Całe szczęście, że jeszcze przed jej startem, pani Katarzyna Gójska z Republiki wyjaśniła, iż wszyscy kandydaci będą odpowiadać na te same pytania. Biorąc pod uwagę standardy telewizji, w której pracuje – nie było to oczywiste. Michał Adamczyk z wPolsce24 również nie darował sobie okazji do wspomnienia debaty, do której miało dojść pięć lat temu pomiędzy Rafałem Trzaskowskim a Andrzejem Dudą, na którą ten pierwszy nie przyjechał.

Debata odbywała się w studiu plenerowym (co chyba samo w sobie jest oksymoronem). Klimat całego wydarzenia nie był za grosz profesjonalny. Momentami można było odnieść wrażenie, że jest się na wiecu PiS-u, gromkie okrzyki „Ka-rol! Ka-rol!” czy gwizdy na Marszałka Hołownię pokazywały powagę tej debaty. Tuż przed jej startem odbyło się komiczne losowanie, gdzie prowadzący sami mylili się, czyje kartki zostały już włożone do kuli.

źródło: Paweł Wodzyński

Zanim debata na dobre się rozkręciła, na scenie pojawiła się spóźniona Joanna Senyszyn, która jako jedyna lewicowa kandydatka wypadła całkiem nieźle, wchodząc w interakcje z publicznością. Bardzo dobrze wypadł też Szymon Hołownia, który szybko dostosował ton wypowiedzi do wiecowych warunków debaty, a także ponownie pokazał swój talent retoryczny i umiejętności telewizyjne. To może być nowe otwarcie kampanii dla Marszałka, bowiem jako jedyny z przedstawicieli koalicji rządzącej pojawił się w „jaskini smoka” i stanął do walki w prawicowych mediach. W swoich odpowiedziach uderzał w tony patriotyczne i tematy związane z bezpieczeństwem, czym może zyskać przychylność centroprawicowych wyborców.

Karol Nawrocki, mimo sprzyjających warunków, wypadł przeciętnie, odpowiadał bez charyzmy, jakby wyuczył się kilku formułek na pamięć. Kandydat PiS-u wyszedł na nijakiego, w porównaniu z ostrzejszym w retoryce, stanowczym i nawiązującym kontakt z widownią Markiem Jakubiakiem czy nawet z wyluzowanym i żartującym Krzysztofem Stanowskim. Sytuację chciał ratować Michał Adamek, który jedną z wypowiedzi Nawrockiego podsumował „Idealnie w punkt z odpowiedzią”.

Kandydaci opuścili rynek w Końskich i przenieśli się do sali gimnastycznej na drugą debatę.

Źródło: TVP Info

Jak przystało na dobry sequel, trzeba w nim wprowadzić nowych bohaterów. Tak też się stało w Końskich, gdzie do drugiej debaty dołączyli Rafał Trzaskowski, Magdalena Biejat i Maciej Maciak.

Debata, transmitowana przez TVP Info, TVN i Polsat, w której uczestniczyło jedynie ośmioro kandydatów, trwała blisko 3 godziny. Strach się bać, ile potrwa debata ze wszystkimi trzynastoma kandydatami, chyba że będzie ona prowadzona w formule „do pierwszego omdlenia”.

W trakcie drugiej debaty żaden z kandydatów nie zachwycił, ani nie wypadł szczególnie źle. Większość z nielicznych ciekawych fragmentów rozmywa się przez zbyt długi czas jej trwania. Wszyscy kandydaci podgryzali, prowadzącego w sondażach, Rafała Trzaskowskiego. Prezydent Warszawy wypadł poprawnie, ale nie porwał chyba nawet zwolenników Platformy. Momentami wypowiadał się wręcz w nieautentyczny, nadmiernie wyegzaltowany sposób. Jego gestykulacja czy modulacja głosu była przesadnie teatralna. Występ Trzaskowskiego można podsumować jako zmarnowaną szansę. Riposty czy kontry kandydata PO nie były celne, a jako wyzywający Nawrockiego do debaty, nic na tym nie zyskał.

Karol Nawrocki całkiem dobrze zaczął, ale również nie wypadł świetnie. Wydaje się, że jego taktyką na tę debatę, a także na kolejne tygodnie kampanii, jest próba zlepienia Rafała Trzaskowskiego z Bronisławem Komorowskim, czemu służyło wręczenie mu tęczowej flagi LGBT. Manewr miał przypomnieć opinii publicznej Andrzeja Dudę, który w 2015 roku wręczył Komorowskiemu flagę PO. Najgorszym momentem w debacie dla Karola Nawrockiego było pytanie od Marszałka Hołowni o nazwiska prezydentów Litwy, Łotwy i Estonii, które ewidentnie zaskoczyło i wyprowadziło szefa IPN‑u z równowagi – odpowiedział w poirytowany sposób, co nie wypadło dobrze. Występ Nawrockiego i tak należy uznać za udany, może on zmobilizować elektorat PiS-u, który do tej pory nie był do niego przekonany.

źródło: TVP Info

Dobrym refleksem popisała się także Magdalena Biejat, odbierając od Trzaskowskiego flagę LGBT, którą ten wcześniej zdjął ze swojego pulpitu i schował. Cały przebieg debaty nie był dla niej szczególnie udany, wypadła sztywno, sprawiała wrażenie lekko podenerwowanej. Zdecydowanie nie zgadzam się z opiniami, że kandydat PO straci przez to poparcie istotnej części lewicowych wyborców – sytuacja, moim zdaniem, jest przeceniana przez media. Wątpię, aby Trzaskowski zraził do siebie progresywny elektorat, bo jest wśród niego bardzo popularny. Nie ma to jednak większego znaczenia, ponieważ ci wyborcy, świadomi prawicowej alternatywy, w drugiej turze i tak zagłosują na prezydenta Warszawy. Natomiast możliwe jest, że wicemarszałek Senatu zmobilizuje elektorat Nowej Lewicy, który wcześniej mógł nie czuć mięty do Biejat.

Największymi przegranymi debaty są nieobecni, czyli Sławomir Mentzen oraz Adrian Zandberg. Ten drugi traci na rzecz jedynych pań w wyścigu prezydenckim – Magdaleny Biejat i Joanny Senyszyn, które zaprezentowały się telewidzom. Natomiast kandydat Konfederacji, który ma zdecydowanie większe aspiracje niż trzecie miejsce, nie powinien opuszczać debat. Pozwolił innym kandydatom przejąć uwagę opinii publicznej i zminimalizował własną widoczność. Największym beneficjentem jego nieobecności będzie Szymon Hołownia, który w obu debatach wypadł najlepiej. Jest to także na rękę Trzaskowskiemu i Nawrockiemu, którym zależy na utrzymaniu obecnego duopolu na scenie politycznej oraz na zagospodarowaniu większości przestrzeni medialnej na spór między PiS-em a PO. Wydaje się, że Mentzen odsunął na jakiś czas wizję sondażowej mijanki z Tadeuszem Batyrem, a już tym bardziej z Karolem Nawrockim.

Na zakończenie tego felietonu przytoczę wypowiedź Magdaleny Rigamonti, która trafnie podsumowała debatę w Republice, porównując ją do Sylwestra Marzeń w Zakopanem. Dodałbym, że był to taki sylwester, w którym większość gwiazd grała z playback‘u. Za jedno trzeba jednak pochwalić Tomasza Sakiewicza – jego debata była przynajmniej ciekawa, czego nie można powiedzieć o drugiej odsłonie. Jestem pewien, że transmisja TVN, TVP i Polsatu wyleczyła niejednego chorego z bezsenności. Kolejna część tego kiepskiego przedstawienia już 12 maja.

 

 

Autor

Potrzebujemy twojego wsparcia!

WESPRZYJ NAS